04.05.10

Zamówienie

Na początku roku prze­pro­wa­dzi­łem się znowu do Rado­ści na ulicę Wspo­mnień — mię­dzy innymi ze względu na dobre wspo­mnie­nia. Ten sam pokój, ten sam dom przy­ja­ciela — wiele się zmie­niło, ale co się nie zmie­nia? Hej, może być w ogóle faj­niej­szy adres? W każ­dym razie to jeden z tych dość kar­micz­nych — we Wro­cła­wiu jest np. ulica Gita­rowa — gitara, nie?

Ok, jeste­śmy na tro­pie: zamó­wi­łem gitarę lutniczą.

O tym dla­czego to nie sno­bizm i dla­czego gitara „ze sklepu” mi nie wystar­cza. Powo­dów jest kilka, ale pod­sta­wowy man­ka­ment gitary seryj­nej to fakt, że usta­wiona jest ona zawsze pod jeden kon­kretny strój (EADGBE1) i gru­bość strun (zwy­kle 12 – 52). Ozna­cza to ni mniej ni wię­cej, że po zało­że­niu np. strun „czter­na­stek” i zestro­je­niu ich do jakie­goś obni­żo­nego stroju (na takich gram zazwyczaj) — gitara już od połowy gryfu zaczyna po pro­stu fał­szo­wać i ponie­waż zwy­kle są to wtedy dźwięki zbyt wyso­kie — nie­wiele da się z tym zrobić.

Jako, że od jakie­goś 1,5 roku (po dłu­giej prze­rwie) znowu gram dużo, raczej codzien­nie i nie prze­cho­dzi — pod­ją­łem decy­zję o zamó­wie­niu gitary lut­ni­czej czyli instru­mentu zro­bio­nego nie w fabryce, ale w małej pra­cowni przez jed­nego faceta, ręcznie.

Taki instru­ment jest tro­chę droż­szy niż mnie obec­nie stać. Ale też nie mogę go mieć tak szybko. Lut­nik, któ­rego wybra­łem ma kolejkę chęt­nych na 2 lata w przód, a doli­cza­jąc 7 – 8 mie­sięcy na pracę nad instru­men­tem otrzy­mu­jemy trzy­letni okres ocze­ki­wa­nia. Tak.

I jakiś mie­siąc temu — zro­bi­łem to — wpła­ca­jąc 10% war­to­ści, zamó­wi­łem gitarę, którą odbiorę pod koniec 2012 roku w UK u nie­ja­kiego Nicka Ben­ja­mina. Będzie dość zbli­żona do tej, którą zro­bił dla New­tona Faulk­nera. I to chyba tyle, zdję­cia wsta­wię na bloga za 2,5+ roku.

Jed­nak z tą histo­rią zwią­zana jest kolejna. Ponie­waż gitar Nicka jest ze 100 na świe­cie i nie znam oso­bi­ście nikogo, kto dałby mi ją poma­cać — był to jeden z aspek­tów dzięki, który zapi­sa­łem się na letni obóz gita­rowy u Tho­masa Leeba, na któ­rym uczyć oprócz orga­ni­za­tora będzie tenże wła­śnie New­ton Faulk­ner2. Obaj grają na gita­rach Ben­ja­mina więc… tak, więc może dadzą mi je poma­cać i pomóc pod­jąć klu­czowe decy­zje co do szcze­gó­łów mojego instrumentu.

Ale warsz­taty to oczy­wi­ście war­tość sama w sobie — kto­kol­wiek uczył się cze­go­kol­wiek wie, że bez­po­średni kon­takt z mistrzem daje „moc”, ale spójrz­cie tylko na te zdję­cia. Cie­szę się zwłasz­cza, że namó­wi­łem na wyjazd rów­nież Mar­cina Kaszyń­skiego i zapo­wiada się nie­zła przygoda.

(To o tym, że zało­ży­łem firmę — i o swo­ich naj­więk­szych błę­dach. Następ­nym razem).

1 Ile­kroć na tym blogu piszę o muzyce — uży­wam nota­cji anglo­sa­skiej czyli ABCDEFG, a nie głu­pie AHCDEFG — logiczne, nie?

2 Jed­nak nie: „…and New­ton, well, let’s put it this way: I think if he was more master of his own sche­dule he’d be here.” :(

Dodaj komentarz