28.07.10

Warsztaty Gitarowe Thomasa Leeba 2010

Nie­ła­two jest opi­sać ilość inspi­ra­cji i ener­gii, jaką przy­wożę ze sobą z warsz­ta­tów gita­ro­wych Tho­masa Leeba. To była nie­sa­mo­wita przy­goda! Przez Kra­ków, Brno, Wie­deń1 do gór­skiego Tur­ra­cher Höhe, gdzie w okrą­głej drew­nia­nej sali z wido­kiem na Alpy, przez 6 dni nie­ustan­nie roz­brzmie­wał jakiś Low­den, dla któ­rego wła­ści­ciel zda­wał się nie mieć lito­ści: oprócz szar­pa­nia strun nie­ustan­nie ude­rza­jąc w gryf i kor­pus gitary ze wszyst­kich moż­li­wych stron. Stąd powstał nawet obo­zowy żart nazwany „zasadą nr 1″: w cza­sie gra­nia utworu musisz dotknąć pudła gitary z każ­dej moż­li­wej strony. Ale zacznijmy od początku.

Sklep Fur­cha w Brnie

Z gita­ro­wego punktu widze­nia” nasza przy­goda zaczyna się od przy­stanku w Brnie. Brno znaj­duje się w poło­wie drogi mię­dzy Kra­ko­wem i Wied­niem i z tego powodu było ide­al­nym przy­stan­kiem na naszej samo­cho­do­wej tra­sie. Ale waż­niej­sze, że znaj­duje się tam główny sklep i manu­fak­tura Fran­ciszka Fur­cha, któ­rego gitarą się posłu­guję. Byłem bar­dzo cie­kaw nowych modeli i asor­ty­mentu fla­go­wego sklepu tej naj­lep­szej gita­ro­wej manu­fak­tury w tej czę­ści Europy. Nie­stety — roz­cza­ro­wu­jący jed­nak oka­zał się poziom hałasu w nie­wiel­kiej salce sklepu. Pomimo, że było w czym prze­bie­rać, prak­tycz­nie nie spo­sób było usły­szeć wła­snej gitary. Tra­fi­li­śmy na moment dużego ruchu. Ciężko więc było o jakieś sen­sowne odsłu­cha­nie instru­men­tów. Nie­mniej zasta­na­wiam się czy w przy­szło­ści nie czeka mnie jesz­cze jedna wizyta w Brnie, bo model OM-34SR, aż prosi się o zamó­wie­nie w wer­sji custom: z głęb­szym kor­pu­sem, gry­fem 45mm, główką w wer­sji slo­thead i tyłem z pięk­nej odmiany pali­san­dru: ovang­kol. Jeżeli chce­cie zamó­wić manu­fak­tu­rową (pół-lutniczą) gitarę naj­wyż­szej jako­ści i nie zapła­cić for­tuny — w tej czę­ści świata Furch jest na pewno naj­lep­szym wybo­rem. Śmiało pole­cam też sklep Ada­Mu­sic na Tar­go­wej w War­sza­wie. Mają bar­dzo dobrą repre­zen­ta­cję asor­ty­mentu Fur­cha, sym­pa­tyczną i kom­pe­tentną obsługę i do tego… cich­sze wnę­trze gdzie zda­rzyło mi się spę­dzić 3 godziny ogry­wa­jąc gitary po kolei.

„The Boot­camp”

Wróćmy jed­nak do warsz­ta­tów. Ten krótki klip powie wię­cej niż dłu­gie opisy. Od razu ostrze­gam, że widać na nim kilka postaci, o któ­rych według mnie, jesz­cze będzie można usłyszeć :)

(Tu znowu lut­ni­czy wtręt: Jacob Szu­lecki na pierw­szym pla­nie wymiata na gita­rze Nicka Ben­ja­mina (JOM #60). Był to jeden z dwóch Ben­ja­mi­nów na warsz­ta­tach. Ten bry­tyj­ski lut­nik obsłu­guje takie nazwi­ska jak Kaki King czy New­ton Faulk­ner (któ­ryw tym roku pla­no­wał odwie­dzić warsz­taty, ale na dro­dze sta­nął „napięty kalen­darz”). „Ben­ja­miny” cechuje piękny mini­ma­lizm formy i ory­gi­nalny scoop cuta­way jed­no­gło­śnie okrzyk­nięty przez tych, któ­rzy go widzieli jako „sexy”. Przede wszyst­kim jed­nak, dosko­nały balans sły­szalny na pierw­szy „rzut ucha”. Parę lat temu, jego gitarę można było zamó­wić od ręki, a okres ocze­ki­wa­nia był kil­ku­mie­sięczny. Jed­nak potem „nie­spo­dzie­wa­nie” zyskał na popu­lar­no­ści i obec­nie kolejka jest na 3 lata w przód (!) o czym wiem, bo znaj­duję się w pobliżu jej końca.)

Pro­gram warsz­ta­tów był cie­kawy. Obej­mo­wał zarówno pełny wachlarz tech­nik na przy­kła­dzie kon­kret­nych utwo­rów, ale też ele­menty teo­rii muzycz­nej i bar­dzo cie­kawe zaję­cia z nagła­śnia­nia gitary na sce­nie pro­wa­dzone przez Tho­masa. Alex Kabas­ser (który prócz tego, że jest wyśmie­ni­tym gita­rzy­stą, uzy­skał wła­śnie dyplom dok­tora medy­cyny) miał pre­lek­cję poświę­coną gita­ro­wym kon­tu­zjom. Do tego — nie­odzow­nym ele­men­tem nauki były cowie­czorne kon­certy, w któ­rych stratą byłoby nie brać udziału.

Wśród nauczy­cieli na pewno chcę wyróż­nić Ryana Stu­arta. Ten czło­wiek prócz tego, że jest po pro­stu feno­me­nal­nym gita­rzy­sta płyn­nie poru­sza­ją­cym się po muzycz­nych gatun­kach — od inno­wa­cyj­nego fin­ger­style po impro­wi­za­cje w stylu gipsy jazz — jest jed­no­cze­śnie dosko­na­łym nauczy­cie­lem. Sam Tho­mas Leeb rów­nież oka­zał się nie­złym peda­go­giem. Na obo­zie widzia­łem osoby zupeł­nie począt­ku­jące, które od razu brały się za tap­ping i efekty per­ku­syjne… z powo­dze­niem! Oka­zuje się, że ten spo­sób gry wcale nie jest trud­niej­szy. Po pro­stu jest to odmienne podej­ście do instru­mentu, które jeżeli cho­dzi o np. nie­zbędną do wyćwi­cze­nia siłę pal­ców, może być nawet prost­sze niż gra­nie tradycyjne.

Ludzie, któ­rych spo­tka­łem na miej­scu byli wspa­niali. Prze­krój wie­kowy 16 – 60 — wspólna cecha: „zajawka”. Jeżeli ktoś wsiada w samolot/samochód z gitarą i rusza na tydzień w Alpy — naj­pew­niej wie czego chce. Spo­tka­łem tam parę osób, któ­rych kawałki zna­łem z już z YouTube np. Chrisa Brown’a (tu na kon­cer­cie stu­den­tów ) czy Bellę Kar­da­sis… nie spo­sób wymie­nić wszyst­kich — pole­cam inne nagra­nia publi­ko­wane na pro­filu warsz­ta­tów.

Atmos­fera, która pano­wała pomię­dzy zaję­ciami była rewe­la­cyjna. Sprzy­jało jej oczy­wi­ście gór­skie powie­trze, ale naprawdę nie trudno jest zżyć się z taką grupą. Świat pasjo­na­tów jest zawsze mały — po takich warsz­ta­tach tylko się zmniejsza.

Tho­mas Leeb oka­zał się czło­wie­kiem pozba­wio­nym zupeł­nie gwiaz­dor­stwa. W prze­rwach dzie­lił czas mię­dzy rodzinę (jego żona i córeczka „ocie­plały” atmos­ferę „pęk­nię­tego paznok­cia” w momen­tach, gdy nie­któ­rzy osią­gali szczyty fru­stra­cji nad tabu­la­tu­rami) i uczest­ni­ków, z któ­rymi jesz­cze po pół­nocy gry­wał w nailing. Tę grę — pole­ga­jącą na wbi­ja­niu gwoź­dzi w wielki pień, za pomocą węż­szej czę­ści młotka — uwiel­biali wszy­scy. Wygry­wali bynaj­mniej nie Ci, któ­rzy wypili naj­mniej lokal­nego piwa. Wyjeż­dża­jąc i dzię­ku­jąc Tho­ma­sowi usły­sza­łem: „Chęt­nie zagrał­bym dla Was w Pol­sce!”. Obie­ca­łem rozej­rzeć się za moż­li­wo­ściami zor­ga­ni­zo­wa­nia kon­certu w Pol­sce wio­sną 2011.

Przy­jem­no­ścią było też pozna­nie Alexa Kabas­sera — jego nowe kom­po­zy­cje, które zapre­zen­to­wał na kon­cer­cie nauczy­cieli okre­ślił­bym jako pory­wa­jące. Tego gita­rzy­sty będzie się słu­chać. Alex grywa na gitach Fur­cha — na modelu D-40, nagrał pierw­sze nagra­nia stu­dyjne (co jest dla mnie wyjąt­kowo inspi­ru­jące gdyż uży­wam tego samego modelu). „Odzie­dzi­czył” też po Tho­ma­sie pierw­szy „per­ku­syjny” model Ben­ja­mina (JOM #77), na któ­rym Tho­mas nagrał stu­dyj­nie parę kom­po­zy­cji na płytę „Desert Pirate”. Alex wie jak uży­wać tych gitar — odsy­łam do jego pro­filu na YouTube.

Dla mnie punk­tem oporu były na pewno wie­czorne kon­certy — nie mia­łem zupeł­nie doświad­cze­nia z gra­niem przed publicz­no­ścią, a moja gitara nie ma zamon­to­wa­nego pic­kupu co utrud­niało mi życie. Z błę­dami i sprzę­ga­ją­cym się mikro­fo­nem, ale doświad­cze­nie bez­cenne. Nie uwa­żam by było to wie­ko­pomne, ale w końcu to mój „blog”:

Pod­su­mo­wa­nie

Paku­jąc się z gita­rami do samo­chodu Mar­cina nie mie­li­śmy zie­lo­nego poję­cia czego ocze­ki­wać? Stwier­dzi­li­śmy — osta­tecz­nie to pędzie parę dni w Alpach i nie­zła wycieczka. Przy­wożę turbo doła­do­wa­nie na cały następny rok i silną deter­mi­na­cję by za rok tra­fić tam znowu. Tego wra­że­nia nie przy­ćmiła awa­ria samo­chodu i moje lek­kie prze­zię­bie­nie, które „zła­pa­li­śmy” pod­czas drogi powrot­nej. 650euro + ok 500zł na głowę za podróż samo­cho­dem to jak na Pol­skie warunki — nie­mało, a jed­nak pewne przy­gody nadają życiu smak i warte są swo­jej ceny i tak jest tym razem. Jeżeli dasz się sku­sić ode­zwij się za rok, kiedy będę ruszał z gitarą w Alpy.

1 Dzię­ku­jemy przy­ja­cio­łom, któ­rzy prze­no­co­wali nas w Kra­ko­wie i Wiedniu!