Warsztaty Gitarowe Thomasa Leeba 2010
Niełatwo jest opisać ilość inspiracji i energii, jaką przywożę ze sobą z warsztatów gitarowych Thomasa Leeba. To była niesamowita przygoda! Przez Kraków, Brno, Wiedeń1 do górskiego Turracher Höhe, gdzie w okrągłej drewnianej sali z widokiem na Alpy, przez 6 dni nieustannie rozbrzmiewał jakiś Lowden, dla którego właściciel zdawał się nie mieć litości: oprócz szarpania strun nieustannie uderzając w gryf i korpus gitary ze wszystkich możliwych stron. Stąd powstał nawet obozowy żart nazwany „zasadą nr 1″: w czasie grania utworu musisz dotknąć pudła gitary z każdej możliwej strony. Ale zacznijmy od początku.
Sklep Furcha w Brnie
„Z gitarowego punktu widzenia” nasza przygoda zaczyna się od przystanku w Brnie. Brno znajduje się w połowie drogi między Krakowem i Wiedniem i z tego powodu było idealnym przystankiem na naszej samochodowej trasie. Ale ważniejsze, że znajduje się tam główny sklep i manufaktura Franciszka Furcha, którego gitarą się posługuję. Byłem bardzo ciekaw nowych modeli i asortymentu flagowego sklepu tej najlepszej gitarowej manufaktury w tej części Europy. Niestety — rozczarowujący jednak okazał się poziom hałasu w niewielkiej salce sklepu. Pomimo, że było w czym przebierać, praktycznie nie sposób było usłyszeć własnej gitary. Trafiliśmy na moment dużego ruchu. Ciężko więc było o jakieś sensowne odsłuchanie instrumentów. Niemniej zastanawiam się czy w przyszłości nie czeka mnie jeszcze jedna wizyta w Brnie, bo model OM-34SR, aż prosi się o zamówienie w wersji custom: z głębszym korpusem, gryfem 45mm, główką w wersji slothead i tyłem z pięknej odmiany palisandru: ovangkol. Jeżeli chcecie zamówić manufakturową (pół-lutniczą) gitarę najwyższej jakości i nie zapłacić fortuny — w tej części świata Furch jest na pewno najlepszym wyborem. Śmiało polecam też sklep AdaMusic na Targowej w Warszawie. Mają bardzo dobrą reprezentację asortymentu Furcha, sympatyczną i kompetentną obsługę i do tego… cichsze wnętrze gdzie zdarzyło mi się spędzić 3 godziny ogrywając gitary po kolei.
„The Bootcamp”
Wróćmy jednak do warsztatów. Ten krótki klip powie więcej niż długie opisy. Od razu ostrzegam, że widać na nim kilka postaci, o których według mnie, jeszcze będzie można usłyszeć :)
(Tu znowu lutniczy wtręt: Jacob Szulecki na pierwszym planie wymiata na gitarze Nicka Benjamina (JOM #60). Był to jeden z dwóch Benjaminów na warsztatach. Ten brytyjski lutnik obsługuje takie nazwiska jak Kaki King czy Newton Faulkner (któryw tym roku planował odwiedzić warsztaty, ale na drodze stanął „napięty kalendarz”). „Benjaminy” cechuje piękny minimalizm formy i oryginalny scoop cutaway jednogłośnie okrzyknięty przez tych, którzy go widzieli jako „sexy”. Przede wszystkim jednak, doskonały balans słyszalny na pierwszy „rzut ucha”. Parę lat temu, jego gitarę można było zamówić od ręki, a okres oczekiwania był kilkumiesięczny. Jednak potem „niespodziewanie” zyskał na popularności i obecnie kolejka jest na 3 lata w przód (!) o czym wiem, bo znajduję się w pobliżu jej końca.)
Program warsztatów był ciekawy. Obejmował zarówno pełny wachlarz technik na przykładzie konkretnych utworów, ale też elementy teorii muzycznej i bardzo ciekawe zajęcia z nagłaśniania gitary na scenie prowadzone przez Thomasa. Alex Kabasser (który prócz tego, że jest wyśmienitym gitarzystą, uzyskał właśnie dyplom doktora medycyny) miał prelekcję poświęconą gitarowym kontuzjom. Do tego — nieodzownym elementem nauki były cowieczorne koncerty, w których stratą byłoby nie brać udziału.
Wśród nauczycieli na pewno chcę wyróżnić Ryana Stuarta. Ten człowiek prócz tego, że jest po prostu fenomenalnym gitarzysta płynnie poruszającym się po muzycznych gatunkach — od innowacyjnego fingerstyle po improwizacje w stylu gipsy jazz — jest jednocześnie doskonałym nauczycielem. Sam Thomas Leeb również okazał się niezłym pedagogiem. Na obozie widziałem osoby zupełnie początkujące, które od razu brały się za tapping i efekty perkusyjne… z powodzeniem! Okazuje się, że ten sposób gry wcale nie jest trudniejszy. Po prostu jest to odmienne podejście do instrumentu, które jeżeli chodzi o np. niezbędną do wyćwiczenia siłę palców, może być nawet prostsze niż granie tradycyjne.
Ludzie, których spotkałem na miejscu byli wspaniali. Przekrój wiekowy 16 – 60 — wspólna cecha: „zajawka”. Jeżeli ktoś wsiada w samolot/samochód z gitarą i rusza na tydzień w Alpy — najpewniej wie czego chce. Spotkałem tam parę osób, których kawałki znałem z już z YouTube np. Chrisa Brown’a (tu na koncercie studentów ) czy Bellę Kardasis… nie sposób wymienić wszystkich — polecam inne nagrania publikowane na profilu warsztatów.
Atmosfera, która panowała pomiędzy zajęciami była rewelacyjna. Sprzyjało jej oczywiście górskie powietrze, ale naprawdę nie trudno jest zżyć się z taką grupą. Świat pasjonatów jest zawsze mały — po takich warsztatach tylko się zmniejsza.
Thomas Leeb okazał się człowiekiem pozbawionym zupełnie gwiazdorstwa. W przerwach dzielił czas między rodzinę (jego żona i córeczka „ocieplały” atmosferę „pękniętego paznokcia” w momentach, gdy niektórzy osiągali szczyty frustracji nad tabulaturami) i uczestników, z którymi jeszcze po północy grywał w nailing. Tę grę — polegającą na wbijaniu gwoździ w wielki pień, za pomocą węższej części młotka — uwielbiali wszyscy. Wygrywali bynajmniej nie Ci, którzy wypili najmniej lokalnego piwa. Wyjeżdżając i dziękując Thomasowi usłyszałem: „Chętnie zagrałbym dla Was w Polsce!”. Obiecałem rozejrzeć się za możliwościami zorganizowania koncertu w Polsce wiosną 2011.
Przyjemnością było też poznanie Alexa Kabassera — jego nowe kompozycje, które zaprezentował na koncercie nauczycieli określiłbym jako porywające. Tego gitarzysty będzie się słuchać. Alex grywa na gitach Furcha — na modelu D-40, nagrał pierwsze nagrania studyjne (co jest dla mnie wyjątkowo inspirujące gdyż używam tego samego modelu). „Odziedziczył” też po Thomasie pierwszy „perkusyjny” model Benjamina (JOM #77), na którym Thomas nagrał studyjnie parę kompozycji na płytę „Desert Pirate”. Alex wie jak używać tych gitar — odsyłam do jego profilu na YouTube.
Dla mnie punktem oporu były na pewno wieczorne koncerty — nie miałem zupełnie doświadczenia z graniem przed publicznością, a moja gitara nie ma zamontowanego pickupu co utrudniało mi życie. Z błędami i sprzęgającym się mikrofonem, ale doświadczenie bezcenne. Nie uważam by było to wiekopomne, ale w końcu to mój „blog”:
Podsumowanie
Pakując się z gitarami do samochodu Marcina nie mieliśmy zielonego pojęcia czego oczekiwać? Stwierdziliśmy — ostatecznie to pędzie parę dni w Alpach i niezła wycieczka. Przywożę turbo doładowanie na cały następny rok i silną determinację by za rok trafić tam znowu. Tego wrażenia nie przyćmiła awaria samochodu i moje lekkie przeziębienie, które „złapaliśmy” podczas drogi powrotnej. 650euro + ok 500zł na głowę za podróż samochodem to jak na Polskie warunki — niemało, a jednak pewne przygody nadają życiu smak i warte są swojej ceny i tak jest tym razem. Jeżeli dasz się skusić odezwij się za rok, kiedy będę ruszał z gitarą w Alpy.
❧
1 Dziękujemy przyjaciołom, którzy przenocowali nas w Krakowie i Wiedniu!